PARENTING

Co się może stać z dzieckiem, które ma tylko słuchać rodziców

Co to znaczy „grzeczne dziecko”? Takie, które jest niekłopotliwe, daje pożyć rodzicom, potrafi ukrywać uczucia i swoje zdanie – czyli idealnie dopasowane do świata dorosłych. Kiedy dziecko godzi się na wszystko, nie ma własnego zdania, nie sprawia problemów, nie buntuje się, jest w naszej obecności raczej ciałem niż duchem i zbiera laury, że jest takie grzeczne i do rany przyłóż – to budzi we mnie straszny niepokój.

 

Jeżeli dziecko nie będzie się złościć czy tupać nogami, to będzie bardziej lubiane?

 

Dorosły chce, żeby droga rodzicielska była prosta i bez wybojów, za to z najpiękniejszymi widokami. Mnie osobiście taka podróż chyba po jakimś czasie by się znudziła. Albo nie umiałabym docenić tego, co mam… Bo jeżeli mój autobus zwany wychowaniem jedzie pod górkę i dojeżdża na samym szczyt na rezerwie, to wiem, że zaraz będzie jechał z górki – wtedy będę jechała przyjemnie i bez wysiłku, delektując się pięknymi widokami.

Jednak nie każdy dopuszcza do siebie myśl, że jego Kubuś może tupnąć nogą, rzucić się na podłogę lub skakać na kanapie u cioci… Przecież „tak nie wypada”! Lub – co gorsza – „co inni powiedzą?”! A jeżeli maluch wyjdzie poza schemat i poniesie go wpisana w dzieciństwo nieroztropność, energia i ciekawość, to usłyszy: „Masz karę, nie dostaniesz cukierka”, „Idź do swojego pokoju”, „Uspokój się”. Czyli dziecko jest wtedy karane za to, że… jest dzieckiem. I za to, że chce próbować nowych rzeczy.

 

Nam, dorosłym, też zdarza się przypływ trudnych emocji, takich jak płacz, złość w domu czy w pracy. Nie słyszymy przecież wtedy od szefa: „Idź do pokoju”, Uspokój się”, „Za nienapisanie raportu nie należy ci się przerwa”.

 

„Od małego był złośliwy i niegrzeczny”

 

Niemowlę czy dziecko nie może być niegrzeczne. Nie ma takiej opcji, żeby robiło Ci coś na złość! Wiem coś o tym, bo mając dziecko „wyjątkowe”, tak właśnie myślałam. Przechodziłam szalenie trudny okres: mały w ciągu dnia nie spał, nie jadł, ale krzyczał… Trafił mi się egzemplarz dosyć trudny. Dopiero po jakimś czasie ocknęłam się i zdałam sobie sprawę z tego, że to nie charakter czy predyspozycje, tylko nierozwinięty układ nerwowy oraz wiek. Niektóre dzieci nie lubią się huśtać – wtedy płaczą, nie potrafią się uspokoić, cały czas chcą przytulenia. Może to wynikać z zaburzeń integracji sensorycznej.

Robi mi to na złość, robi to specjalnie?

 

Miałam takie myśli: „Cholera, dlaczego moje dziecko nie może pojąć, że czegoś nie można robić lub że zachowuje się w niestosowny sposób?”. Doszłam do wniosku, że mówienie „nie” w niczym nie pomoże. Owszem, trzeba tłumaczyć i uczyć, ale dziecko czasami nie potrafi lepiej się zachowywać. Myśli, że to jest fajne, i robi tak, bo inaczej nie umie.

 

Przykład? Prosiłam dzieci, żeby nie skakały ze stołu. Raz, drugi… Nic. Wyciągnęłam więc materac, podłożyłam krzesło i pozwoliłam im skakać, ale na moich warunkach, czyli bezpiecznie. Miałam świadomość, że nie robią tego specjalnie – po prostu mają potrzebę ruchu. Ostatecznie każdy był zadowolony.

 

„Rodzice chcieliby, żeby dziecko było zdecydowane i samodzielne w relacji ze światem zewnętrznym, ale uległe w relacji z nimi. Tak się nie da. Jest tylko jeden sposób, żeby nauczyć dziecko dokonywania wyborów – musi dokonywać wyborów”.

 

Co się dzieje z dzieckiem, które ma tylko słuchać?

 

Grzecznego dziecka łatwo jest „nadużyć”. Wyobrażałam sobie, co ja mogłabym czuć w takiej sytuacji, i przypomniałam sobie koleżankę z dzieciństwa, która była zawsze grzeczna, ułożona i posłuszna. Emocje takie jak złość czy smutek były przez jej rodziców bagatelizowane, więc po jakimś czasie przestała je odczuwać; dostosowała się do wszystkich. W efekcie nie potrafiła nazywać swoich uczuć, co doprowadziło do problemów emocjonalnych w życiu dorosłym. Nie mówiąc już o tym, że nigdy nie potrafiła się nikomu sprzeciwić, godziła się na wykorzystywanie w pracy, zostawała po godzinach, nie umiała bronić swoich praw ani protestować. Często tacy ludzie są wycofani i niepewni swojej wartości, a na słowa „Ale zrobiłaś pyszną sałatkę” odpowiedzą „To nie mój przepis”.

 

Jeżeli dziecko skupia się na tym, żeby dogodzić rodzicom, całuje ciocię Franię, bo ona i rodzice tak chcą, to nie ma czasu, by skupić się na sobie. Martwi się tym, co powiedzą inni, bo chce, żeby rodzicom było dobrze. Wszystko kosztem troski o siebie. A nie wspomnę, że prawo do mówienia „nie” to ochrona przed nadużyciem ze strony innych ludzi.

 

Kiedyś rzeczywiście zazdrościłam rodzicom, którzy mieli grzeczne dzieci, „aniołki”, ale teraz cieszę się, że nie mam nudno w domu. Nie, nie jestem masochistką! Oczywiście to trudne, bo to ogromne wyzwanie, któremu muszę sprostać. Jednak wtedy jadę do przyjaciółki z butelką wina, żeby się wygadać. I od rana zaczynam nowy dzień.

 

Spójrzmy na to pozytywnie: piękne jest to, że mam z kim dyskutować, bo to dla mnie dobra wskazówka, że być może moje dzieci nie będą uległe, lecz staną się odważnymi, broniącymi swoich uczuć mężczyznami. A żeby wyrósł nam taki dorosły, kilkulatek musi być czasem rogaty. Rodzice zaś muszą go okiełznać z szacunkiem i miłością. Powodzenia!

 

 

 

  • Elwira, piękne i przede wszystkim prawdziwie napisane. Super podejście!

  • Naczelna mama RP 🙂 Super podejścieeeee! 🙂