PARENTING

Jakich konkretnych słów potrzebuje dziecko żeby wyrosło na szczęśliwego człowieka?

Znasz to Idziesz do koleżanki i mówisz: „Wow, ale świetnie wyglądasz” albo „Wow, jakie dobre ciasto zrobiłaś”, to słyszysz: „A wyszedł mi ten sernik przypadkiem” bądź „Wyspałam się, to jakoś tak wyszło, że dzisiaj lepiej wyglądam”.

 

W rozmowie z psychologiem, któremu zadałam pytanie „Dlaczego tak robimy?”, dostałam jasną odpowiedź: to wynika z tego, że jako dziecko taka osoba nigdy nie było chwalona, nie podkreślano, w czym jest dobra, nie słyszała też, że jest ładna. Dlatego mówienie „bo jakoś tak wyszło” jest pewnego rodzaju kokieterią. Każdy – ona, ja i Ty – chce, a raczej pragnie usłyszeć coś pozytywnego na swój temat… Kto z nas nie jest łasy na pochwały?

 

Bierze się to z tego, że rodzice przez całe życie nie byli przekonani, że ich dziecko może być w czymś dobre. Milczeli, nic nie mówili lub co gorsza krytykowali. Przyczyny są różne. Nie chcę obwiniać tu rodziców, którzy prawdopodobnie chcieli dla nas dobrze, ale sami byli niewystarczająco dojrzali, nie potrafili inaczej. Nie było wtedy takiego dostępu do wiedzy o wychowaniu dziecka, nie było Agnieszki Stein…

 

Jednak my możemy to zmienić i wpłynąć na samoocenę naszych dzieci. Chociażby dlatego, że czytasz ten wpis ;), masz świadomość i chcesz poprawić swoje błędy wychowawcze. Super!

 

Dlaczego o tym piszę? Spotykam się z dużą ilością podobnych historii, zwłaszcza u kobiet, które nie wierzą w siebie. Mało tego, przez naście lat nie uważały one siebie za inteligentne; sądziły, że to, co im się udało, to czysty przypadek, fart, szczęście. Nie wiem, jak można fartem skończyć doktorat albo jak fartem można znać kilka języków obcych…

 

Naprawdę będę się starała, żeby nie zrobić tego błędu przy swoich dzieciach, bo wiem, jak ważne jest to, co do nich mówimy. Nie nowa zabawka, nie wyjazdy na wakacje all-inclusive – ważne są dla nich zdarzenia i słowa, które je tworzą. Każda z nas chce jak najlepiej dla swoich dzieci i zastanawia się, jak chwalić dzieci, żeby nie popadły w samozachwyt, żeby były odważne, pewne siebie, ale też żeby w przyszłości nie wyrosły na gburów, egoistów ani słabych psychicznie, którzy są cały czas wykorzystywani i nie potrafią walczyć o swoje.

Mit 1. Pochwały rozpieszczą dziecko

Kiedy i od kogo dziecko ma wiedzieć, że robi coś dobrze, że jest po prostu fajnym człowiekiem? Samoocena pochodzi z cudzych ocen. To, co usłyszą od nas małe dzieci, zależy od nas. Przynajmniej do jakiegoś czasu mamy na to wpływ, bo później otoczenie też ma wpływ na samoocenę – ale to osobny temat.

 

Mit 2. Nie można popełniać błędów

W Polsce istnieje przekonanie, że błędy są czymś złym, że trzeba być piątkowym uczniem czy najlepszym pracownikiem – nie można być przeciętnym. Przeciętność jest zła. Popełnianie błędów jest traktowane jest jak zło. A ja uważam inaczej! To błędy kształtują nasz charakter. Drogocenne jest to, jak wychodzimy z porażek i jaką drogę pokonaliśmy do celu.

 

Mit 3. Dziecko musi się dobrze uczyć, żeby mieć dobrą pracę

Oceny w szkole są miernikiem statusu dziecka i definicją jego mądrość. Oczywiście obowiązkiem dziecka jest się uczyć, to nie podlega dyskusji, ale nie ma obowiązku, żeby mieć piątki ze wszystkiego.

Nie zgadzam się, żeby dziecko przychodziło z samymi piątkami, bo to tak samo, jakby od nas oczekiwano, żebyśmy w pracy odnosili codziennie sukcesy – a przecież mamy różne dni i predyspozycje, więc nie da się tak. I chyba zapominamy, że dzieci mają takie same prawa co my – z tą różnicą, że nie potrafią jeszcze odreagowywać stresu ani napięcia, które spada na nie z góry. Gdy ja mam zły dzień czy jestem wkurzona na koleżankę, to mogę powiedzieć, co o niej myślę, albo zwrócić uwagę szefowi, że nie będę robić dodatkowych raportów. A jeśli nie podoba mi się praca, to zmieniam na inną. A dzieci? Dziecko słyszy, że musi dostawać piątki – w końcu „tylko” nauka należy do jego obowiązków… Piątki w szkole ani wysoka inteligencja nie przekładają się na sukcesy (także finansowe).

Mit 4. Nie trzeba chwalić dziecka za wykonanie swoich obowiązków

Nakaz odniesienia talerza do zlewu czy sprzątnięcia zabawek po sobie to komunikat „posprzątaj”. Pochwała? „Ale za co mam chwalić? To jest ich cholerny obowiązek! Nikt nie klaszcze, gdy wyrzucam śmieci”.

Ja jestem zwolenniczką przykładów z góry… Poza nagradzaniem i wspieraniem słownym warto pokazywać swoje porażki i sukcesy, mówić o nich. „Wow, miałam świetny dzień, zrobiłam dużo fajnych rzeczy”. Dzieci słuchają i uczą się, że można się cieszyć nawet z najmniejszych sukcesów.

 

Lista jest jeszcze długa i na ten temat można by tak naprawdę napisać książkę. Tobie może wydawać się, że takie sytuacje są absurdalne. Ale z przykrością stwierdzam, że niestety dla wielu dzieci są one codziennością. Jakie znasz jeszcze „powiedzenia”? Czy Tobie też zdarzyło się powiedzieć do dziecka coś, czego później żałowałaś?

 

Jeśli podobał Ci się tekst i zgadzasz się z nim, będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go innym – dzięki temu wiedza na temat podejścia do wychowania będzie mogła dotrzeć do innych rodziców.

 

 

Buty BOBUX

Kurtka – Zara

Kurtka -Mama – Reserved